Przejdź do treści

Laboratoria Czwartej Przyrody

Kiedy myślimy o zieleni miejskiej, przed oczami stają nam zazwyczaj równo przystrzyżone trawniki, geometryczne klomby i symetrycznie posadzone drzewa w parkach. Berlin udowadnia jednak, że w dobie kryzysu klimatycznego i poszukiwania nowej tożsamości miast, najbardziej fascynująca i efektywna okazuje się zieleń, która wymyka się ludzkiej kontroli. To tutaj narodził się i rozwinął fenomen Czwartej Przyrody oraz koncepcja miejskiej dziczy. Pokazuje ona, że tam, gdzie człowiek wyłącza maszyny i porzuca technologiczną infrastrukturę, natura potrafi stworzyć unikalny, samoregulujący się ekosystem o niezwykłej wartości biologicznej i społecznej.

Nowa definicja miejskiej dziczy

               Pojęcie Czwartej Przyrody na stałe weszło do słownika nowoczesnej urbanistyki i ekologii miejskiej dzięki niemieckim badaczom, w tym między innymi Ingo Kowarikowi. Aby w pełni zrozumieć ten fenomen, warto zestawić go z trzema poprzednimi formami obecności natury w krajobrazie, z których pierwsza oznacza dziewiczą, pierwotną dzicz nietkniętą ludzką ręką. Drugą przyrodą nazywamy krajobraz rolniczy ukształtowany przez wieki upraw, wycinek i hodowli, natomiast trzecia przyroda to tradycyjna zieleń urządzona przez człowieka, obejmująca ogrody, skwery i parki miejskie wymagające stałej i kosztownej pielęgnacji. Czwarta Przyroda rodzi się w całkowitej opozycji do tej ostatniej, stanowiąc zieleń, która samorzutnie kolonizuje tereny wcześniej silnie przekształcone przez przemysł i infrastrukturę techniczną, takie jak opuszczone stacje kolejowe, nieczynne fabryki, mury dawnych kopalń czy nieużytki ruderalne. W tym procesie nie biorą udziału architekci krajobrazu ani wykwalifikowani ogrodnicy, ponieważ kluczowym narzędziem staje się spontaniczna sukcesja roślinna. Jest to naturalny proces, w którym pionierskie gatunki mchów, traw, a z czasem krzewów i drzew, krok po kroku rozsadzają beton, neutralizują zanieczyszczenia w glebie i tworzą nowe, tętniące życiem oazy w samym środku miejskiej tkanki.

Natur-Park Südgelände – gdzie tory kolejowe zarosły lasem

               Niezaprzeczalną ikoną i poligonem doświadczalnym Czwartej Przyrody jest berliński Natur-Park Südgelände w dzielnicy Schöneberg, który przez dekady pełnił funkcję gigantycznego, tętniącego życiem węzła kolejowego i stacji towarowej Tempelhof. Po całkowitym zamknięciu infrastruktury po II wojnie światowej, teren na kilkadziesiąt lat został pozostawiony sam sobie, co pozwoliło przyrodzie na nieskrępowany rozwój. Gdy w latach 80. XX wieku oficjalnie planowano tam budowę nowej stacji rozrządowej i dróg szybkiego ruchu, silny opór ze strony okolicznych mieszkańców oraz ekologów doprowadził do rewolucyjnej decyzji o uznaniu tego obszaru za chroniony rezerwat, oddając go we władanie przyrodzie oraz artystom.

               Dzisiejszy park Südgelände to niezwykła przestręń, w której historyczne semafory, rdzawe szyny i stara parowozownia w naturalny sposób przeplatają się z gęstym, dzikim lasem ruderalnym. Człowiek występuje tutaj wyłącznie w roli gościa, ponieważ ruch pieszych został celowo skierowany na specjalnie zaprojektowane, podniesione nad gruntem metalowe pomosty, dzięki czemu zwiedzający nie depczą delikatnych mchów, porostów i unikalnych nisz ekologicznych. Ponadto dzika przyroda wchodzi tu w bezpośrednią symbiozę ze sztuką współczesną, ponieważ pośród zarośli można natknąć się na rzeźby i instalacje artystyczne grupy Odious, które w naturalny sposób wtapiają się w rdzę oraz zieleń, udowadniając, że brak ludzkiej interwencji ogrodniczej może stać się najwyższą wartością estetyczną i biologiczną.

Tempelhofer Feld – wolność nieskażona

               O ile Südgelände reprezentuje dziki las wkraczający na dawne torowiska, o tyle pobliskie Tempelhofer Feld stanowi jawną demonstrację potęgi otwartego, trawiastego krajobrazu w sercu metropolii. Po ostatecznym zamknięciu historycznego lotniska i wygranym przez mieszkańców referendum w 2014 roku, ponad trzysta hektarów dawnego portu lotniczego przekształciło się w przestrzeń unikalnego minimalizmu planistycznego. Zamiast realizować kosztowne i skomplikowane założenia parkowe, władze miasta zdecydowały o zachowaniu surowego, otwartego charakteru pola, na którym dawne pasy startowe służą dziś rolkarzom i rowerzystom, natomiast rozległe łąki stały się bezcennym rezerwatem miejskiej fauny.

               Właśnie na tych olbrzymich murawach swoje miejsca lęgowe znalazły skowronki, co wymusiło na użytkownikach parku wypracowanie nowych form koegzystencji z naturą. W okresie lęgowym całe strefy otwartych łąk są odgradzane od ruchu rekreacyjnego za pomocą prostych sznurków, a mieszkańcy z pełnym szacunkiem omijają te obszary, dając ptakom niezbędną przestrzeń do życia. Tempelhofer Feld udowadnia tym samym, że niska ingerencja projektowa i zaufanie do naturalnego rytmu przyrody nie tylko dają ludziom niespotykane poczucie wolności, ale również przynoszą miastu darmowe i niezwykle wydajne narzędzie do walki z miejskimi wyspami ciepła oraz wspomagają naturalną retencję wody deszczowej.

Niskokosztowa transformacja

               Z berlińskich laboratoriów Czwartej Przyrody płynie niezwykle racjonalny, ekonomiczny i ekologiczny wniosek dla współczesnej urbanistyki, wskazujący, że spontaniczna sukcesja roślinna to najtańszy i najbardziej zrównoważony sposób rekultywacji terenów zdegradowanych. W dobie kryzysu klimatycznego oraz zaciskania pasa przez lokalne samorządy, tradycyjne, forsowne próby zazieleniania poprzemysłowych nieużytków za pomocą ciężkiego sprzętu, całkowitej wymiany gruntu i sadzenia obcych gatunków okazują się nie tylko niezwykle kosztowne, ale i często skazane na porażkę. Czwarta Przyroda wygrywa tę rywalizację, ponieważ nie potrzebuje skomplikowanych systemów nawadniania, chemicznych pestycydów ani armii ogrodników, będąc strukturą elastyczną, odporną na susze i doskonale przystosowaną do trudnych warunków miejskich.

               Ostatecznym sukcesem tego modelu jest radykalna zmiana optyki planistycznej, która polega na dostrzeżeniu w dzikich zaroślach, samosiejkach i zardzewiałych reliktach przeszłości industrialnej unikalnego kapitału przyrodniczego oraz nowej estetyki, zamiast traktowania ich jako powodu do wstydu czy miejskiego zaniedbania. Przejście od kosztownego zarządzania zielenią do akceptacji miejskiej dziczy pozwala miastom oddychać, oszczędzać zasoby finansowe i budować autentyczną tożsamość opartą na ekologii antropocenu.

(r)

Foto. Ink.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przejdź do treści